Miniaturowe Commodore

Chociaż najnowsze konsole przekraczają kolejne granice bijąc własne rekordy wyrażane w bajtach, pikselach i sam nie wiem czym jeszcze, rośnie im dość specyficzna konkurencja. Są to konsole z przed lat, zarówno te oryginalne jak i ich współczesne reprodukcje.

Dobry klient

Commodore, Pegasus, Atari wraz z Game Boyami i tymi przenośnymi konsolami „z bazarku” siedzą w głowach mojego pokolenia. Ludzie, którzy doskonale pamiętają te przełomowe jak na swoje czasy urządzenia do elektronicznej rozrywki mają dziś mniej lub bardziej uporządkowane życie i stabilne zarobki. A to cechy bardzo atrakcyjnych konsumentów.

Dzięki swoistej zmianie kulturowej konsola do gier w mieszkaniu bezdzietnego 30-40 latka nie jest już niczym dziwnym. To ja będąc na uboczu tej całej „gejmingowej” grupy nie mam coraz częściej tematu do rozmowy z kolegami z pracy. Tak to się wszystko pozmieniało.

Pewnego razu

Pamiętam jak za dzieciaka, pewnego dnia udałem się z rodzicami do pobliskiego Universamu na Grochowie. Spacer był krótki, ale emocjonujący. Poszliśmy kupić Pegasusa. Poszło na bogato, dostałem do tego pistolet i Złotą Piątkę z moją ulubioną grą „Micro Machines”.

Pamiętam ten zakup jako bardzo przyjemne wydarzenie. Nikt nie musiał się na niczym znać. Ot, pudełko z „konsolą”, pudełko z pistoletem i pudełeczko z grą. Wystarczy potem powsadzać kabelki na swoje miejsca i można grać!

Najfajniejsze jest to, że Pegasus jest ze mną do dziś, mogę go sobie podłączyć do Smart TV, wcisnąć kartridż i odpalić Micro Machines. Dokładnie tak samo jak w dzieciństwie. Tylko pistolet nie chce współpracować z tym nowoczesnym telewizorkiem. Szkoda.

Ktoś powie, że to idealizowanie wspomnień. Możliwe. Ale po niedawnej przygodzie z zakupem Xboxa muszę przyznać, że to już nie jest takie proste i przyjemne. Dla mnie to tylko konsola do gier. Żadnej filozofii. Nie chcę temu poświęcać nadmiernej uwagi.

Lepiej nie znaczy prościej

Dobór konsoli, dobór konkretnego zestawu, te wszystkie licencje, dostępy… Cierń w dolnej części pleców. Przy tych cenach i tym poziomie zmiennych to żadna przyjemność. Zabawka stała się czymś więcej i pazerność dostawców urządzeń do grania, ale i samych gier mocno stępiła radość, którą to wszystko powinno dawać.

I chociaż o wiele fajniej jest pobawić się w symulator jazdy Escortem MKI po Nordschleife niż dwuwymiarowym bolidem po stole bilardowym, to jednak nie jest to już to samo. Wkradło się za dużo cuchnącego biznesu, za dużo powagi.

Jeżeli więc chcecie wrócić do starych dobrych czasów to w Marcu ma się pojawić C64 Mini. Taka „replika” starego Commodore. Za około 300zł dostaniemy atrapę z nieaktywną klawiaturą, za to z gniazdem HDMI, i dwoma gniazdami USB. Klawiatura którą widzicie nie działa. W zestawie będzie też dżojstik i 64 gry, które pewnie pamiętacie z lat młodzieńczych.

C64 Mini
C64 Mini Kliknij po więcej szczegółów

Zainteresowani?

MSK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *